Bez kategorii Swawolnie

Najśmieszniejsze rozmowy i cytaty – przegląd hitów 2018

Jak już robić podsumowania, to na całego! W związku z tym, postanowiłam dać Wam pole do ubawu – w końcu zaraz będziemy wpadać w szampański nastrój (o ile się już nie wpadło) – i  utworzyłam kwintesencję zabawnych treści. Czyli inaczej mówiąc, moje wpisy z tego roku w pigułce. I nie tylko! Dodałam również bonusy, których nie publikowałam, najczęściej wyrwane z pamiętnika. Zapraszam do czytania! 😀

STYCZEŃ

,,Sierota w szpitalu”

# 1  Po godzinie spędzonej przed gabinetem EKG, został jeszcze anestezjolog. Niestety, wyszedł i powiedział do zgromadzonego tłumu, że zostanie może jeszcze pół godziny i ani minuty dłużej, a pacjenci niech się dogadają między sobą, bo wszyscy nie zdążą.
Kiedy zamknął drzwi, po prostu nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.

– Ja proszę państwa muszę dzisiaj! – ogłosił jakiś pan.
– No a ja nie?
– Ale pani miejscowa.
– Miejscowa, Ale mam jutro pracę.
– Ja tak samo!
– A ja mam raka!
– Ja też! Złośliwego! Z przerzutami. I w ogóle mam daleko do domu.
– No a ja jestem chory – wtrącił jakiś facet bolesnym tonem.
– Co pan nie powie? A ja jestem zdrowa, tylko tu przyszłam dla beki – odrzuciła mu kobieta.

# 2 Pielęgniarka była zajęta przez chwilę i kazała poczekać. A więc stanęłam sobie przy ścianie i zaczęłam grzebać w torebce, szukając papierów. Raptem, tak zupełnie niespodziewanie zaczęło gasnąć światło i się zapalać na przemian. Gaśnie, zapala, gaśnie, zapala. Myślę sobie: ,,O co chodzi? Kurczę, może ta pogoda powoduje problemy z energetyką?”. Poważnie mnie to zaintrygowało i zaczęłam się przyglądać z niezmierną ciekawością temu zjawisku. Niemal wpadłam w stan hipnotyczny. ,,Ciekawe czy mają tu tak często… a co jak w Warszawie też padnie prąd przez pogodę? Jak zrobię pranie?” itd. itd. itd.. Z mojego rozkwitającego monologu wewnętrznego wyrwała mnie pielęgniarka, przemawiając niezbyt miłym tonem głosu: ,,Pani mi światło wyłącza”.

# 3

– To teraz pani wchodzi, tak? – zwrócił się do staruszki. – Potem ja, potem ten pan, potem tamten pan…..
– Zaraz, zaraz – przerwałam ten beztroski tok wypowiedzi. – Przecież pan wszedł do sekretariatu po mnie, więc jakim cudem jest teraz przede mną?
– Nie wiem jakim, ale jestem za tą panią.
– Nie, proszę pana, to ja jestem za tą panią, a tamta pani jest za mną, a nie przede mną.
– Zaczyna się – mruknął jeszcze inny pan.
– Nie! Ja jestem przed panią! – dodała kobieta.
– A ja po pani – dodał pan.
– To ja jestem przed i panią, i panem.
– Nieee!
– No proszę pana, niby jakim cudem pan jest przede mną, skoro byłam wcześniej?
– Nie interesuje mnie to, ja jestem za tą panią cały czas.

# 4 Na oddział przyszły dwie staruszki. Właściwie, jedna pod opieką drugiej. Przybyła z objawem puchnących nóg. Ubrana na kolorowo, przy okazji niesamowita jajcara. Bez przerwy paplała.

– No i co ja z nią mam, co ja z nią mam – załamywała się nad nią druga. – Panie doktorze, ona jest niepoważna. W ogóle nie chciała mnie słuchać…
– A co ja mam Cię słuchać, stara jędzo? Nic tylko gderasz i gderasz, kiedy ja zdrowa jestem jak rydz.
– Aaa widzi doktor?
Doktor podszedł i zaczął wypytywać o informacje typu data urodzenia. Słyszę zza parawanu:
– Tysiąc dziewięćset… Dziewiętnaście? Dwadzieścia osiem… Mam już setkę?
– Nie, nie ma pani jeszcze.
– To ekstra, jeszcze pożyję!
– Kobieto, dopiero skończyłaś 90 lat – usłyszałam drugą.
– Niech pani ściągnie rajstopy, dobrze?
– Daj, pomogę – mówi koleżanka.
– Nie-e! Sama! Sama! Ja sama sobie ściągnę, chyba to jeszcze potrafię!

Moje spojrzenie na szpital z pozycji chorego

# 1  Poczułam się niczym w horrorze medycznym. Nie mogłam się ruszyć, uciec, pomachać nogami. W dodatku, słuchanie chirurga, który robi mi zamęt we wnętrznościach o dziwo nie należy do moich fetyszy. Usłyszałam za to niezwykle pokrzepiający na sercu tekst: ,,Ona się zaraz wykrwawi”.
Oooohoho! Momentalnie, rzecz jasna, nastała u mnie kompletna afera w mózgu (którym ruszać jeszcze mogłam). Zagaiłam do pielęgniarki:

– Boję się.
– Co ja ci na to poradzę?
No to ja w ryk. Łzy mi lecą strumieniem.
– No i co ryczysz? Problemy sobie robisz!
Chirurg spytał czy coś jest nie tak. A ona:
– E, ona to sama nie wie.

# 2  Jedna pani, która nas odwiedzała przed swoją operacją, opowiadała, że leży pomiędzy takimi babciami, co mają już demencję starczą czy coś tym guście. Krzyczą w nocy, bluźnią, grzebią w jej szafce. Opowiedziała, jak jedna z nich ciągle jej rozkazywała.

– Daj mi spódnicę.
– Jaka spódnicę?
– Czerwoną!
– Skąd?
– Z szafy!
– Z jakiej szafy!?
– A co Ty ślepa jesteś? Tam stoi.
Oczywiście nie było żadnej szafy, widocznie z domem jej się pomyliło.
– Dobra, dobra. Widzę. Idę.
-No!
– Ale nie widzę czerwonej spódnicy.
– A bluzeczkę w koronki?
– Nie…
– OKRADLI MNIE!
– No coś takiego, żeby w szpitalu okradli.
– To podaj mi chociaż laczki.

# 3  Wyrwane z pamiętnika: Przyszła do mnie jakaś pani z oddziału obok, prawdopodobnie Cyganka. Nie znam kobiety, pierwszy raz widzę, ale jej to najwyraźniej nie przeszkodziło, bowiem rozsiadła się wygodnie i rozpoczęła swoje życiowe opowieści. Były trochę od czapy i nie rozumiałam, tylko grzecznie potakiwałam głową. W międzyczasie, na sali obok, jakaś babcia, na ucho 90 lat, zaczęła przeraźliwie się drzeć. Co najlepiej wychwyciłam to: ,,PAMMMPEERSA! PAMMMPERSA. PAMMMMPERSA! „. A z taką śmiertelną powagą, jakby ten ,,pampers”, to było najgorsze przekleństwo, przezwisko najgorszego sukinkota – nie wiem jak inaczej to określić.
Babcia z pokoju z kolei, akurat po raz milion setny powtarzała przez telefon na głośnomówiącym swoją historię choroby od początku.

W zestawieniu z telewizorem, tamtą babką – pampersem, jakimiś dźwiękami maszyn, poczułam się jakbym miała rozpitą orkiestrę w głowie. To na pewno nie psychiatryk? Cyganka spytała nagle:

 – A co masz z kolanem?
– Chore – odpowiedziałam, niemal rozwlekle.
– Należy tam wysłać energię. Niech pani oddycha do kolana. Ja tak oddychałam do głowy. I przeszły migreny!

Cyrki wieczorne uważam za rozpoczęte.

MARZEC

# 1  Nigdy wcześniej nie gotowałam risotto, ale mama mi pokazywała. Miałam nawet jakieś notatki. Czemu by miało nie wyjść? Usmażyłam kurczaka i zadowolona, że nie przypaliłam ani jednego kawałka, zabrałam się za ryż. Szło idealnie. Dobra, okej, najpierw to chyba miałam risotto wrzucić na patelnię, a nie cebulę, ale dobra. Niech sobie będzie przyrumieniona, przeżyję.
W międzyczasie włączyłam sobie radio i zaczęłam słuchać audycji o jakimś spacemanie. Fascynujący wywiad. Totalnie się wciągnęłam. Nagle zauważyłam, że ten ryż się robi czarny. No kurde, co znowu zrobiłam nie tak?….
Ach, no tak. Genialnie zapomniałam o tym, że ryż się generalnie gotuje, a nie smaży. Na śmierć zapomniałam o zalewie. Zanim jednak ten fakt do mnie dotarł, przez jakiś czas stałam w bezruchu i się tępo oburzałam na ten Bogu ducha winny ryż – jak on śmie się w ogóle przypalać. Dziwiłam się czemu, do jasnej ciasnej, nie chce się to ustrojstwo ugotować. ,,Risotto!” – myślałam – ,,Z nazwy taki dostojny, a tak naprawdę czysty imbecyl”………..

KWIECIEŃ

Mężczyzna mojego życia

# 1  Zanim karetka przyjechała, podeszło do pana dwóch policjantów i jeden z nich zaczął go spisywać, przepytywać. Przy okazji powiem, tak na marginesie, był niesamowicie przystojny, urodziwy i cudny, po prostu olśniewający. A w stosunku do leżącego pana bardzo uprzejmy (bezinteresownie uprzejmi ludzie na ogół robią na mnie miłe wrażenie).

– A pan powie szczerze, czy pan coś pił przedtem?
– Aaa baaaaa, że piłem! Pewnie mnie teraz macie zaaaa niic…. – mamrotał leżący pan.
– Nie no, każdemu się może zdarzyć. A ile tak mniej więcej pan wypił?
– Bo ja wiem…
– Pół pitra?
– No panie, kurwa! Do pół litra to ja nie siadam.
– Ooo, no niech pan nie przeklina. Tu taka ładna pani stoi, a może mi się podoba?

 

# 2 Carrefour był jeszcze czynny. Poszłam, a w kolejce… właściwie, w kolejkach, stanęłam za jakąś babcią. Wózkiem stała przy jednej kolejce, tyłkiem przy drugiej. Jak w jakiejś kreskówce animowanej – gdzie próbowałam położyć produkt na taśmie, ona się w tę stronę przesuwała. W końcu spytałam:

– Przepraszam, w której kolejce pani stoi?
– Przy tej, przy której będę pierwsza. Bo byłam przed panią.

# 3 Wyrwane z pamiętnika: Chwila dla siebie. Wyszłam, usiadłam na ławce, chcąc sobie popatrzeć na ludzi, bo lubię to robić. Raptem, dosiadła się do mnie jakaś babka (tak, bo oczywiście zajęłam JEDYNĄ ławkę w okolicy) i zaczęła robić pertraktacje o nowo wybudowanym budynku przed nami: ,,Pani zobaczy, te okna takie zniekształcone, krzywe zwierciadło, naprzeciwko brzydka kamienica, powinni karę dać projektantom za to, jak to wygląda”. Ja tak słucham i zastanawiam się o co właściwie chodzi i w czym mogę jej pomóc. A ta wstała i poszła.

LIPIEC

Od sztucznego oddychania do kodeksu moralnego muzułmanina.

# 1  Gdy któregoś dnia siedziałam sfrustrowana w deszczu na przystanku bez daszku i parasola, niczym zbawienie podjechał jakiś gentleman czarną bryką.
– Podwieźć cię gdzieś? – spytał.
W odruchu ratowania swojej mokrej głowy, w pierwszej sekundzie się poderwałam, ale kurczę. Jego łysa głowa, tatuaże na całych ramionach i wymowne spojrzenie jakoś mnie zahamowało. Nie żebym oceniała po wyglądzie, ale…

– Nie, dziękuję.
– Ok. A chociaż wyjdziesz za mnie?
– Jasne. 🙂
– Nie no, poważnie pytam. Byłem pakerem.
– A. No to świetnie.
– Właśnie nie bardzo. Zostawiłem dla kariery narzeczoną w miasteczku. To co?

# 2  Na tym basenie, jak byłam, pływaliśmy w około 12 osób na jednym torze. Wszystkie podwodne wspomnienia zlały mi się w jedną kupę, wynurza się z nich jedynie takie z babcią w różowym czepku. Otóż, babcia w różowym czepku to było wyjątkowo zabawne wydarzenie. Babcia ta postanowiła nam towarzyszyć na tym jednym torze. Ale KONIECZNIE. Podpływaliśmy do niej, grzecznie tłumaczyliśmy, że mamy kurs i fajnie by było, gdyby jednak się przetransportowała na inny, wolny. Patrzyła na nas i płynęła dalej. W związku z totalnym olewnictwem brakiem reakcji, rozpoczęliśmy akcję – wypraszanie nieproszonego gościa z toru. Płynęliśmy rzędem 400 metrów, robiliśmy barykady i różne cuda. A babcia co? Manewrowała między nami, szybciej się odwracała i niezmącona psychicznie, niczym to lustro na wolnym torze – płynęła dalej swoją krajoznawczą żabką. Jak się okazało, wcale nie była głuchoniema. Jeden z ratownik podszedł, zaczął z Nią rozmawiać, pokiwała głową i nagle wyszła. (???)
Ja się boję się takich nieprzewidywalnych ludzi. Serio. Kiedy się przemieszczałam obok niej, płynęłam tak dla pewności kraulem ratowniczym. Byliśmy w końcu jeszcze przed kursem pierwszej pomocy i kto by mi pomógł, gdyby niespodziewanie przypierdzieliła mi nogą w łeb, a instruktor się odwrócił, co?

SIERPIEŃ

A wyśmieję tego Janusza!

# 1  Ostatnio zatrzymałam się i stanęłam na chodniku, próbując odczytać coś z mapy. Sfokusowałam się zadaniowo (jak to się nowocześnie mówi) i prawie dostałam zawału, gdy usłyszałam zza pleców rubaszne ,,HEJ FOCZKA!”. No ja cież pierdzielę. Odwróciłam się. Lekko ciemnoskóry mężczyzna zaczął mówić, że prosi o pomoc, a ja kulturalnie odparłam: ,,Co jest!?”. Spytał czy mu nie wskażę drogi na autobus. No to wskazałam. A on nagle, niczym święty Mikołaj, wyciąga torbę i na wciska mi cudawianki do siatki.

– Masz, tylko chowaj szybko – ja patrzę, a tu perfumy za 200 zł, 300 zł. Na deser zegarek za 2000. W pierwszej chwili pomyślałam: ,,Super, trafiłam pewnie na sprzedawcę, który jest tak hojny i wdzięczny za wskazanie drogi” Potem jednak przyszła druga myśl: ,,Jasne, jasne, hojny i wdzięczny ciemnoskóry sprzedawca”. Spytałam:
– Ale co to jest?
– Nie znasz? No Coco Chanel, Rihanna…
– Skąd to?
– Z Sephory. Nie potrzebne mi. Muszę tylko jechać do Budapesztu. Sypnij mi trochę grosza i będziemy kwita.
– Nie mam pieniędzy.
– Jak to? Masz! Nie chcę dużo.
– 20 zł będzie ok?
– Nieee… niee…. A bankomat?
– Nie chcę tych perfum.
– Chcesz! Zobacz, Sephora, Coco Channel, zegarek, super.
– Nie chcę!
– Tak, chcesz! Czemu nie?
– BO JA naturalnie ładnie pachnę.

# 2  Ostatnio stoję sobie w tramwaju, jacyś chłopcy się gnieżdżą przy drzwiach , bo jest tłum. Babcia woła:

– A co wy tak, hultaje, w przejściu stoicie i przeszkadzacie?
– Komu przeszkadzamy?
– Ludziom!
– A co się tak pani czepia tych młodych ludzi? – spytała inna.
– Bo stoją tak i nie dają przejść.
– Ale złośnica z pani.
– Czarownica?!
– Złośnica, powiedziałam.
– HA! BABA JAGA!

 WRZESIEŃ

W pociągu – w jedną, a potem w drugą stronę – wyrwane z pamiętnika.

# 1  Facet obok mnie rozmawia przez telefon. No może raczej – robi delikatną awanturę. Przypomina mi z wyglądu jednego aktora, ale raczej to nie on. Słyszę jak mówi: .,,Paulina, ty jesteś CHORA PSYCHICZNIE”. Czuję jak wrastam w siedzenie, tak mi głupio to słyszeć. Trochę jak podsłuchiwanie. Jednak on się nie przejmuje. W tym samym czasie, jakaś kobieta zawisła pomiędzy siedzeniami i płacze, kogoś bilet okazał się nieważny, a konduktor, zniecierpliwiony już całym zbiegowiskiem, rzuca ,,kur*ami”. Babka na to wpadła w szał, raczej niełatwy do ujarzmienia. ,,A co ja, kur*a jestem? A wam ludzie byłoby miło, gdyby ktoś was tak nazwał?”.
Prawie się pobili.
I weź śpij w pociągu.
,,Ty chamie ty”

# 2  Przyszła jakaś babcia z dziadkiem. Przez jakiś czas ochrzaniała biednego dziadzia. Gdy skończyła, zamknęła okno, by nie wiało, zasłoniła firanami by nie świeciło i otworzyła książkę pt. ,,Zstąp Mojżeszu”.
Wściekłam się. Ja tu siedzę jak ogórek kiszony, a ona zadowolona się wachluje wachlarzem. Jest mi niezmiernie gorąco i niewygodnie, ale jestem zbyt nieśmiała, by z premedytacją otworzyć okno lub coś powiedzieć.
Zaczęłam więc zmieniać pozycje. A nuż, któraś z nich dostarczy więcej tlenu. Na, dosłownie 3 sekundy, oparłam nogi o siedzenie. Nie, że położyłam stopy na nim, oparłam pod, aby się odepchnąć. Jednak już dostrzegłam ten wymowny wzrok babci.
Po upływie 5-u minut wybrała się do łazienki i mimo że słuchałam muzyki na słuchawkach, pochyliła się i zaczęła coś do mnie mówić przed wyjściem. Wobec tego zdjęłam i spytałam, o co chodzi.
 -Podpowiem pani, że tu ludzie będą siedzieć.
– Przecież tylko zaczepiłam.
– Należy się kontrolować!
No nie no, w tym momencie babcia mnie przejrzała na wylot. Jak nic, rozgryzła moją przewagę id nad superego, czyli to, z czym się zmagam całe życie. Brawa dla niej. Kobieta – afera, ale sprytna.

LISTOPAD

Za co lubię dzieci?

# 1  Ostatnio, gdy odkurzałam, podeszła dziewczynka, około 4 lat i spytała:

– Co robisz?
– Odkurzam.
– A po co?
– Bo jest brudno.
– To nie ja!
– Ja wiem, ja też nie. Inne dzieci.
– A jak masz na imię?
– Karina, a ty?
– Marysia. A twoja przyjaciółka?
– Moja przyjaciółka?
– Tak. Ta w kawiarni.
– Hahaha – podałam imię koleżanki.
– A jesteś dziewczynką czy panią?

# 2  ,,Mamo! Nie krzycz na mnie, bo będę dłubać w nosie!”

# 3  Moja wpadka. Dziecko miało na imię Kaito, było pół chińczykiem. A ja ślepa, wołam przez mikrofon: ,,Zapraszam Kaiko i wszystkich jego gości…”. Byłam pewna, że rodzice (skąd by nie byli) byli zaciekłymi fanami ,,Kaiko i Kokosz”.

GRUDZIEŃ

# 1 Wyrwane z pamiętnika: Na sali zabaw. Spytałam babki, czy nie spakować jej pizz na wynos. Szóstka dzieci, z czego wszystkie po mniej więcej 2-3 lata, a ta 4 pizze zamówiła, olaboga. Oczywiście pozostały prawie nietknięte. Odpowiedziała, że nie.

Po skończonym czasie zaczęłam sprzątać, pani jednak jeszcze wciąż się gramoliła z wynoszeniem swoich rzeczy. No to ja ciach te zimne pizze do kosza.

 – Co pani zrobiła?!
– Wyrzuciłam. Nie chciała pani.
– Toż to grzech.
– A co, ja miałam zjeść?
– No…. yyy… nie… Mogła pani powiedzieć, to bym przecież wzięła!