Bez kategorii Wpisy-slider Z ręką na sercu

Dupa, cycki, sztuka

Jeśli ktoś tu zagląda częściej, pewnie wie, że bardzo lubię wspominać o tym, jak kultura schodzi do katakumb. To znaczy, żeby było jasne, ten fakt sam w sobie, na pewno mnie nie cieszy. Załamuje mnie (tak jak ta masakra piłą mechaniczną, która się odbywa od 2 miesięcy u mnie w bloku na korytarzu. Ile czasu można się pastwić nad jedną windą!?!? Mózg mi eksploduje. Zaczynam się już naprawdę utożsamiać z Adasiem Miauczyńskim) i dlatego o nim wspominam.

Ostatnio byłam na spektaklu w Teatrze Powszechnym w reżyserii Mai Kleczewskiej pt. ,,Bachantki”. W oparciu na dramacie Eurypidesa, autorzy starają się skierować uwagę na prawa kobiet, które od wieków nie miały racji bytu. Temat świetny, dlatego bardzo chętnie poszłam zobaczyć. Nie wiem i nigdy się nie dowiem co autor miał na myśli, jednak podejrzewam, że zamierzeniem sztuki, była chęć pogłębienia równości – tj. mówienie głośno o tym, że my również mamy prawa i swoją godność.
Ok. To dlaczego, DLACZEGO aktorka świeciła gołym tyłkiem? Abstrahując już od tego, że nie byłam w stanie zrozumieć potrzeby przedstawiania tego (i wielu innych) motywu – być może forma nie na moją głowę. Jednakże, ja to odebrałam w ten sposób: z jednej strony spektakl głoszący o godności kobiet, a z drugiej wyraźnie ukazane, że jeżeli kobieta nie pokaże dupy, to mamy niższą wartość dzieła.

To jest tak silnie zakorzenione w kulturze! I tak mnie to denerwuje! Sypnę tu teraz pierwszym z brzegu, wszystkim znanym przykładem: Doda. Kobieta o pięknym, potężnym głosie, której nie brak ani inteligencji, ani wrażliwości. Ale co tam! Postanowiła początki kariery oprzeć na skandalach, goliźnie i arogancji. Dlaczego? Tak jakby na przekór ogromnemu talentowi, naprawdę nie miała nic do zaoferowania.
Teraz zaś, można znaleźć Jej nowe nagranie pt. ,,Nie wolno płakać”. Może i piosenka nie do końca w moim stylu, ale trzeba przyznać – jest śliczna, a teledysk zupełnie jak z bajki. No nie jak Doda!
Nie mam zielonego pojęcia, ile trwała Jej transformacja, czy jest stała i czym spowodowana. Nie śledzę tej artystki. Ale niestety, smutna prawda jest taka, że czegokolwiek by nie stworzyła, to i tak Doda w świadomości ludzi pozostanie zlepkiem haseł: ,,królowa jest tylko jedna” czy ,,poczuj magię lodów Koral”. Ażeby jeszcze to potwierdzić, wczoraj ucząc się na temat badań EEG, natknęłam się na zdanie: ,,[…] generowane przez ogromną liczbę neuronów znajdujących się stosunkowo blisko elektrody” i oczywiście pomyślałam: ,,HA! BLISKO DODY! DODY-ELEKTRODY, HEEEHEEEHE”. No przepraszam, ale nie istnieje kontrola myśli, a szczególnie tych głupich.
Tak samo Frytka, kobieta, która założyła rodzinę, chyba dojrzała (oglądałam jeden wywiad i nie chcę rzucać pochopnych wniosków – takie sprawiała wrażenie), i tak na zawsze w pamięci ludzi będzie ,,się grzała” w jacuzzi z Kenem. Zupełnie, jakby tam ciągle jeszcze siedziała. Może się kobieta nawracać, zmieniać imię – czy tam nazwisko, rodzić dzieci, a i tak większość widząc Ją, zapyta: ,,hmmm…a to był ten 1-szy Big Brother?”.

Trochę odbiegłam od tematu, wrócę do spektaklu.
Podejrzewam, że wykorzystanie wulgarnych akcentów miało za zadanie zaszokować, wbić się w głowę widzów, wzbudzić emocje. Wiecie co we mnie to wzbudziło? Zażenowanie.
Nie żadną zadumę. Nie żadne refleksje. Jedynie zażenowanie. Intrygowała mnie ewentualnie istota wyjścia z sali. Choć bardzo chciałam się wymknąć, widownia została sprytnie usadzona w greckim stylu, co zabrało mi tę możliwość.
Swoboda w sztuce – jak najbardziej. Jednak, są też jakieś granice dobrego smaku. Jeśli czuję się zażenowana, automatycznie przestaję się skupiać na treści. Nie chcę po prostu na to dłużej patrzeć.

Nie wiem, może ja po prostu nie pojęłam całego zamysłu. Tak czy owak, przecież różne kwestie można rozwiązać symbolicznie. Po co na siłę epatować taką wulgarnością? Wsadzanie mikrofonu w spodnie, zakładanie na niego prezerwatywy, po czym lizanie go. Bezsensowne (CHYBA) chodzenie z wężami po sali. Napierdzielanie na skrzypcach przez człowieka w bandażach jakichś rytmów a’la Behemot. Odprawianie na ziemi tańców godowych z gołym tyłkiem, wśród sztucznego śniegu. Eeee nie no, prawdziwa uczta dla duszy!
Dla mnie teatr to zabawa w niedosłowność. Poruszanie wyobraźni widzów. Mocne treści przekazane między wierszami, wyrażone pewną umowną symboliką, mają O WIELE większą siłę wyrazu, niż te wyrażone wprost, podane na tacy pod nos. Tu dam przykład, zupełnie odbiegający treścią, jednak również z przesłaniem. Monodram Danuty Stenki ,,Koncert życzeń” (reż. Yana Ross). Widziałam rok temu, jednak nadal mam go w pamięci i chętnie obejrzałabym drugi raz. Wyszłam z niego pełna emocji (zaryczana i zachwycona). A nie użyto w nim ani jednego słowa. Co więcej, właściwie nic szczególnego się tam nie działo. Został tylko ukazany samotnie spędzony w domu wieczór zwykłej kobiety. Niby nic, a jednak coś wielkiego. To, co zostało pokazane milczeniem, okazało się naprawdę, naprawdę silne.

Odnośnie ,,Bachantek” też nie chcę być aż tak krytyczna, były również świetne momenty, choćby piękny śpiew Magdaleny Koleśnik. Podobało mi się też pokazanie problemu aborcji. Sam pomysł również ważny. Szkoda tylko, że całościowo tak chamskie. Może i te dziwaczne elementy zaczęłyby mnie zastanawiać, gdyby nie były zwyczajnie obrzydliwe. Było mi przykro.

Uważam, że negatywność należy wyplewiać w miarę możliwości dobrem. Ale takim przystępnym dla ludzi. Nie musi to być od razu wzniosłe i uduchowione. Patetyzm również może odpychać przerostem formy na treścią.
No ale na pewno nic się nie naprawi zalewem kolejnej destrukcji, przecież zaczyna się ona wówczas zapętlać. Ogólnie nie lubię przesady w żadną stronę. Wulgarność nie jest i nie będzie fajna. Ostatnio zaczęłam namiętnie oglądać stand-upy i momentami mam ogromnie mieszanie uczucia. Potwornie irytuje mnie zalew przekleństw. Zalew. Jedno słowo ,,kurwa” rzucone gdzieś tam w otchłani inteligentnej, dopracowanej wypowiedzi jest ok. I jest wtedy w stanie rozbawić – partykuła wzmacniająca jest nacechowana emocjonalnie, przez co w prosty sposób stanowi element zaskoczenia. Katarzyna Piasecka może się skojarzyć ze stosunkowo grzecznymi treściami, ale gdy tak nagle, ni stąd, ni zowąd, ujrzy się Ją w stanie rozjuszonym (jest takie określenie?), nic dziwnego, że to zaskoczy i rozbawi.

 

Z kolei jest też druga strona medalu. Mianowicie: występujący jest zupełnie wyluzowany, klnie jak szewc, panuje taka swojska atmosfera, wszyscy się śmieją. Często wtedy pod filmikami są komentarze w stylu: ,,co za swołocz, śmieją się z przekleństw”.
No ale po co ludzie oglądają stand-up czy kabaret? Chyba w głównej mierze, aby się zrelaksować. Po co się śmiejemy? Po to, by było lżej i poczuć się lepiej. Taki występ to substytut lekkiej komedii w takim hermetycznym gronie. Jak w domu. Przecież nawet profesorowie przeklinają w prywatnych sytuacjach.
Ja sama na przykład, przed snem zdecydowanie staram się unikać wszelkich źródeł wewnętrznych konfliktów i rozprawek moralnych. Nie oglądam surrealistycznych filmów ani nie czytam Kafki na dobranoc.

Nie wiem czemu, ale w nocy można łatwo wpaść w takie dziwne złudzenie, że naszym myśleniem zbawimy siebie, rodzinę, zwierzęta, cały świat po prostu. Nasze martwienie wyemituje super potężne fale, hamujące globalne ocieplenie (pozdrawiam Cię, Rozalia). No nie, nie, nie. Przed snem relaksujemy się, nasz mózg zaczyna nadawać na niższych falach, w skutek czego o wiele prościej wizualizuje i tworzy abstrakcyjne wizje. Choć kuszącym jest trochę ,,popłynąć”, staram się raczej wyciszyć swoją nocną wewnętrzną mieszankę bohatera i strachajła, oglądając lub czytając przyjemne treści. Przecież ja i tak nie wyskoczę z łóżka w środku nocy, nie zapiszę się np. do Greenpeace’u, by od jutra całymi dniami sterczeć w Centrum Warszawy z ulotkami ani nawet nie pojadę na misję do Azerbejdżanu. Za to stanie mi się ciężko na sercu. Takie decyzje bowiem potrzebują trochę świeżego, racjonalnego myślenia, a nie tego z pogranicza marzeń sennych.

Więc OK! Wracając do stand-upów. Ja też lubię tę występy. Ale niektóre z nich są dla mnie nie do zdzierżenia! Gdy od naprawdę utalentowanych osób otrzymuję więcej przekleństw niż samego występu, nie jestem w stanie się skupić. Tak samo jak to opowiadanie obrzydliwych, intymnych rzeczy. No nie mogę.
Owszem, dobrze, mogę pojąć koncepcję przebijania bańki nadymki. Po to stand-up też jest, by bez zahamowań mówić wprost, dobitnie i szczerze. Pewne dowcipy jednak są dla mnie przesadą. Najprawdopodobniej dlatego, bo przypominają mi o upadku masowej kultury, gdzie kiedyś odsłonienie kostki było deprawacją, a teraz nią nie jest nawet bieganie bez majtek po scenie. Sprowadzanie kultury do takiego poziomu dla mnie jest zezwierzęceniem. Powrotem do instynktów. A nie po to mamy takie skomplikowane 6-warstwowe kory mózgowe (ta, taaa, kilka chwil spędziła na psychologii i już robi adnotacje do neurobiologii) by wszystko na świecie przyrównywać do kopulacji. To jest przegięcie z naturalizmem. Obrzydliwe.

Zawsze byli ludzie o różnych poziomach intelektualnych, teraz jednak każdy ma szanse się wybić. Każdy, podkreślam. Nawet ludzie mówiący o swojej garderobie, toaletce, łazience. Nie, nawet nie o meblach z Ikei. Czasem patrzę z niedowierzaniem, dlaczego ma to aż tyle wyświetleń? Co to robi takiego, że ludzie patrzą na to z zainteresowaniem, a w dodatku zaczynają obserwować?
Nie wiem, może ja jestem taka staroświecka, że preferuję raczej liryczne, ładne treści. Wartości są dla mnie ważne. Bez nich, pozbawiamy się takiego pokarmu dla duszy. Tak jak bez aktywności fizycznej ciało choruje, tak psychika choruje od nadmiaru głupot, destrukcji i brutalności. Może to taka moja natura estetki (niekoniecznie się łączy z wszechobecną czystością i świetnym zorganizowaniem). Raczej jestem skłonna do separowania się od negatywnych emocji. No dobra, tzw. ,,szczęście bycia smutnym” to nie obcy mi temat. Zdarza mi się, nawet często, włączyć nastrojową, smutną muzykę i przygnębiający film. Ale ja swoimi momentami melancholii (niczym ,,krótkie momenty skupienia” Rojka:) ) raczej nikomu krzywdy nie zrobię, a ktoś kto się napędza na złość…. to już troszeczkę inna sprawa.
Niektóre kwestie dla mnie, wbrew tej całej nagonce, MOGĄ pozostać tematem tabu. Może nawet nie tabu, ale po prostu strefą intymną. Aby zwyczajnie nie utracić wartości i nie iść w puste upodlenie.

Jakie jest Wasze zdanie? Widzieliście coś ostatnio, co wzbudziło w Was silniejsze emocje (wzruszenie, złość, zażenowanie itd….)?