Bez kategorii

10 nie najlżejszych filmów, do których bym nie zjadła popcornu

Ostatnio chodziło mi po głowie, by stworzyć dla Was listę moich ,,ulubionych” filmów. To znaczy, tak jakby ulubionych, bo moim zdaniem są świetne. Jednak, niekoniecznie z listy: ,,oglądam i oglądam, jeszcze raz oglądam – aż się totalnie znudzę”. Są raczej w stylu: ,,raz i wystarczy”. Nie wiem czy tu pasuje ten cytat, ale zacytuję: ,,nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”. Raz coś mną wstrząsnęło, to nie będę przecież drugi raz wstrząsać się tym samym. 😀
To są filmy, które nie chciały dać mi spokoju, które wwiercały się w mój umysł jak szalone. Takie, co w trakcie i po obejrzeniu powodują w mojej głowie lawinę myśli: ,,CZEMU? Po co?! DO CHOLERY, CZEEEEEMUUU!?!?!?”. Dokładnie takich.
Podaję filmy nieraz gatunkowo mocno różniące się od siebie. Jedne lżejsze, drugie cięższe. Raczej nie streszczałam fabuły, a kolejność nie ma znaczenia – nic tu nie faworyzowałam. 😉

1. Sierota – Jaume Collet – Serra, 2009r.


Film o niewątpliwie przemiłej dziewczynce, który na samą myśl wywołuje we mnie dreszcze. Chyba żaden inny filmowy thriller tak mnie przedtem nie wciągnął. Zaskakujący, mocny i jeszcze raz zaskakujący. Oglądałam go pierwszy raz ze współlokatorką w bursie. Pamiętam, że moment przed punktem kulminacyjnym – kiedy już wszystko miało się wyjaśnić – przyszedł wychowawca i zabrał nam laptopa z powodu ciszy nocnej. Zabolało. Ale kiedy właśnie później nadrobiłam (oglądając z mamą znowu od początku), nie mogłam wyjść z szoku. Choć nie powiem, było w nim parę minusów. Nie pamiętam wszystkich, dawno oglądałam. Pamiętam tylko jeden, ale za to bardzo wyraźnie. Głównego bohatera, który przez cały film wyglądał, reagował, myślał jakby się zjarał, od paru dni był na fazie i w sumie to by się już położyć spać, ale musi się przedtem zastanowić 10 razy. Duży minus, choć momentami nadawał akcentu komediowego 😀

 

2. Niebiańska plaża – Danny Boyle, 2000r.


(Wcale nie zwracałam uwagi na przystojnego DiCaprio. Wcale.) Mój ulubiony film z Leonardo DiCaprio.

Dobra. On stanowi wyjątek od reguły. Mogę go obejrzeć trylion razy i nigdy mi się nie znudzi (no, tylko nie częściej niż raz na pół roku). Uwielbiam ten film za wiele aspektów. Za pomysł na rewelacyjną fabułę. Za realia Bangkoku 2000 – nawet pani sprzątająca to idealne odwzorowanie. Za ten cały bród, smród, który się wylewał, również z rajskiego otoczenia. Za pytania, które po sobie pozostawia. I oczywiście, żartowałam wcześniej, za przystojnego DiCaprio (Dalibóg, żeby on mi się nie podobał) i niesamowite widoki niebiańskiej plaży. Bardzo, bardzo, bardzo polecam.

3. Szalony rok – Michael Goldbach, 2010r.


Oglądałam go dawno temu, będąc jeszcze na przełomie gimnazjum i liceum. Odcisnął swój ślad w mojej głowie. Naprawdę nie wiem czemu. Co w nim takiego było, nie mam pojęcia. Dziwny, nastrojowy – to na pewno, ponury. Zazwyczaj nie lubię filmów w stylu psychodelicznym, a jednak ten miał w sobie coś takiego, że mocno i personalnie do mnie trafił. Bardzo podobała mi się kreacja Kat Dennings. Główna bohaterka była super. 😉


Niezaprzeczalnie.

4. Księżna – Saul Dibb, 2008r.


Powiem Wam szczerze, ja jestem bardzo prosta w obsłudze jeśli chodzi o płacz – naprawdę wszystkim można mnie wzruszyć. Nawet reklamą Pampersów, jeśli tylko będzie miała dobry, jak się mówi po blogersku, content. Aaaale na filmach to zazwyczaj popuszczam jedną łezkę, trzy… trzydzieści. No wiecie. Chwila histerii na scenie czy dwóch i mija. NO A TEN FILM w moim przypadku to był istny AMOK, ciągnący się od połowy, aż do samego końca. Dzięki Bogu, że byłam sama w domu, bo wyłam, jakby to mnie zamknęli w tym pałacu, jakby to był mój mąż i moja historia. Poważnie. Przemyślcie nim obejrzycie – zwracam się tu głównie do kobiet. Chociaż może to tylko ja taka opętana, nie wiem. W każdym razie, ciężko mi znieść myśl o tak nieludzkim traktowaniu kogokolwiek w imię pustych, wyimaginowanych zasad. Nie i koniec. Żenada.

5. Aż do kości, Marti Noxon 2017r.

Obraz anoreksji. Ukazane zagubienie, studium osób cierpiących na tego typu przypadłość, skoncentrowanie na swoim problemie, niedostrzeganie świata dookoła. Film pokazujący perspektywę nie tylko osoby chorej, ale również otoczenia. Jedna osoba w rodzinie jest chora – reszta również. Pięknie ukazana relacja matki z córką, szczególnie mam na myśli scenę z próbą powrotu do wczesnego dzieciństwa. Bardzo się wzruszyłam. Podziwiam również Lily Collins, która – mimo, iż sama kiedyś cierpiała na anoreksję – schudła na rzecz filmu.

6. Pierrepoint: Ostatni kat – Adrian Shergold, 2005r.

Zbrodnie mnie interesują. Wyroki śmierci. Kaci. Film stworzony dla mnie. Historia Alberta Pierrepoint’a, najsłynniejszego kata. Mistrza w swoim fachu. Po obejrzeniu, długo nie mogłam przestać myśleć. Niby kat zabija, a jednak moim zdaniem nie jest to tak niemoralne – w końcu, to nie on stawia wyrok. Jak nie on, ktoś inny by dokańczał zadanie. A przynajmniej miał wpływ na to, by zabójstwo było w miarę humanitarne. Ciężki temat. Bardzo.

Świetna gra aktorska Thimoty’ego Spall’a. Chociaż nie, on nie grał. On był Pierrepoint’em.

7. Czarny łabędź – Darren Aronofsky, 2010r.

Czarna strona pasji. Ile można poświęcić dla marzeń, kariery? Zmierzenie ogromnej wrażliwości z brutalnym światem. Film wchodzący głęboko w głowę człowieka. Intrygujący. Dla mnie arcydzieło. W dodatku ze wspaniałą Natalie Portman w roli głównej.

8. Róża – Wojciech Smarzowski, 2011r.

Gwałty, kradzieże, rozstrzeliwania – nieraz dla zabawy. Naprzeciwko tego kobieta, która jedyne czego chce, to spokoju. Właściwie każda kreacja Agaty Kuleszy jest dla mnie wspaniała. Widać, że musiała się niesamowicie psychicznie napracować nad zbudowaniem takiej postaci. Do tego rodzące się uczucie w ciężkich, powojennych czasach, mogące przynieść nadzieję i poczucie bezpieczeństwa. Podobał mi się również montaż i cisza, która pozwalała na jeszcze większe skupienie.

9. Żółty szalik – Janusz Morgenstern, 2000r.

Druzgoczący obraz osoby pogrążonej w nałogu alkoholowym. Wszystko, co dzieje się w środku, w chorującym człowieku, za jego maską. Poczucie osamotnienia i krzywdy w nim aż krzyczało. Genialnie stworzona postać przez Gajosa, świetne monologi, gra.  Moim zdaniem najlepszy film w tym temacie.

10. Przesłuchanie – Ryszard Bugajski, 1982r.

Film, po którym Krystyna Janda została jedną z moich ulubionych aktorek. Po obejrzeniu go, nie spałam pół nocy. Szokujący, bolesny. Świetnie zbudowana psychologia postaci – nie tylko głównej bohaterki. Pokazane ówczesne realia komunizmu, okrucieństwo, relacje między więźniarkami. Strasznie mnie boli myśl, że takie sytuacje, jeszcze nie tak dawno, były na porządku dziennym.

 

To wszystko. Oczywiście, zaznaczę jeszcze – to są moje opinie, całkiem subiektywne. Czasem niektóre dzieła (z całego obrębu sztuki), docierają do mnie nawet bez jakiegoś konkretnego powodu. Podobają mi się i koniec. Po prostu mogą uderzać w podświadomość, w jakąś ukrytą cząstkę umysłu. Każdy, rzecz jasna, może podane wyżej filmy odbierać w zupełnie inny sposób. Jeśli ktoś już oglądał coś z tej listy, a ma swoje zdanie (albo oglądał coś podobnego i chce polecić), niech śmiało pisze na dole – chętnie się zapoznam z odmiennymi poglądami. A jeśli nie, zachęcam do oglądania . 😉