Aktorstwo Bez kategorii

Co daje mi szkoła aktorska?

Długo już nic nie pisałam, bo czuję się trochę wyjęta z życia. Przez dłuższy okres czasu, niestety nie byłam w stanie zebrać sensownych myśli i ich przelać. Od września jestem w Szkole Aktorskiej Jana i Haliny Machulskich. Nie jest to wprawdzie długo, niemniej jednak już zaczynam odczuwać pierwsze zmiany, o których bym chciała dzisiaj opowiedzieć. 🙂

Przede wszystkim, szkoła aktorska sama w sobie była dla mnie po liceum ogromnym przeskokiem. Tak się mentalnie wdrożyłam w nowy tryb życia, że absolutnie nie wyobrażam już sobie powrotu na dawne tory. Być może zabrzmi to dość radykalnie, jednak jeśli mam być szczera, od podstawówki po liceum, program nauczania kompletnie mnie nie fascynował. Nie tylko nie fascynował. On mnie MĘCZYŁ POTWORNIE. Nie byłam co prawda najgorszą uczennicą, miałam jakieś swoje tam okresy z paskiem na świadectwie, ale im dalej w las, tym mniejszą uwagę przywiązywałam do spraw, które nie miały mi w żaden sposób pomóc w przyszłym życiu. Kułam na blachę, a następnie z dziką przyjemnością wyrzucałam z pamięci, starając się poświęcić więcej czasu na coś, co konkretnie będzie rozwijać w wyznaczonym kierunku.

Miewałam czasem wyrzuty sumienia z tego powodu. Nieraz sama siebie nękałam pytaniami: dlaczego tak bardzo mnie to wszystko nie interesuje? Przecież wokół jest pełno ludzi, których kręci wkuwanie regułek z biologii/chemii czy robienie zadań z matematyki. Dlaczego ja tak nie mam???

No nie mam. Nie mam i mieć nie będę. Nigdy nie lubiłam nudy. Nie znosiłam schematów, reguł, rutyny. I BRAKU EMOCJI. Umierałam, czytając bezbarwne opisy, które nic dla mnie nie znaczyły. W moim życiu chyba nie było niczego gorszego od matematyki. Teraz jednak się cieszę, że była. Kiedy jest mi ciężko i nie potrafię się z czymś uporać, kiedy włącza mi się narzekanie, przypominam sobie zadania z geometrii i nagle cały ciężar spada. Naprawdę. Za każdym razem po takiej myśli, natychmiastowo czuję się niczym nowonarodzona i zbawiona.

Jeszcze przed maturą, widząc takich panów, razem z przyjaciółką miałyśmy refleksję, że zdecydowanie wolałybyśmy przez całe doby tak sobie zjeżdżać z góry na dół, myjąc okna, zamiast robić zadania.

Mogę ogólnie uznać, że w moim przypadku, fundamentami szczęśliwego życia będą: świadomość, energia i emocje.

Dlatego tak bardzo pokochałam swoją nową szkołę. Tutaj wszystko jest takie świeże, niestandardowe, inne, ciekawe. Sama realizacja zajęć tak mocno odbiega od tej, do której się przyzwyczaiłam. Zamiast siedzenia w ławkach, siedzimy najczęściej na ziemi. Nikogo nie szokuje inny styl ubioru czy dziwne zachowanie. Do tego mamy nauczycieli z ogromną pasją, którzy naprawdę chcą nam pomóc. Nie spodziewałabym się, że lekcje z wiedzy o teatrze będą ciekawe. Podejrzewałam raczej suche wykłady. I się zdziwiłam. To zdecydowanie nie są suche wykłady. Są to jedne z tych zajęć, które czynią magię w moim umyśle.

Jeśli chodzi o efekty uczęszczania na zajęcia przez te dwa miesiące, mogę stwierdzić jakieś odrodzenie wewnętrzne. Dzięki niestandardowemu podejściu wykładowców albo samej specyfice niektórych przedmiotów, zaczęła się we mnie naturalnie rodzić coraz większa miłość do sztuki. Co tydzień przynajmniej raz chodzę do teatru i ciągle coś czytam. Szokuje mnie, że jest to często klasyka, której czytanie obecnie naprawdę sprawia mi przyjemność. Kiedyś jak już za coś tego rodzaju się zabierałam, to raczej pobieżnie, bez większej ciekawości.

Chce mi się pracować. Chce mi się rozwijać. Zajmuję się sporo swoim wnętrzem. Ciągle szukam rozwiązań i inspiracji. Pogłębiło się moje zainteresowanie drugim człowiekiem. Staram się więcej słuchać i próbować zrozumieć. Być bardziej empatyczna w stosunku do innych.

Niektóre zadania wymuszają na mnie użycie kreatywności. Nieraz aż mózg mi paruje od intensywności myślenia, ale odnoszę wrażenie, że ta wyobraźnia coś tam, coś tam zaczyna się wreszcie poszerzać. Obrazy w głowie są wyraźniejsze i zostają na dłużej. Podobnie zresztą jak zdolność koncentracji. Nadal nie jest dobra, ale z pewnością się poprawiła.

Fizycznie, dzięki zajęciom z emisji głosu, nauczyłam się oddychać głęboko i bardzo mi się to podoba. Wcześniej tak pełną piersią potrafiłam oddychać chyba tylko i wyłącznie po pływaniu. Teraz mam tak cały czas. W życiu codziennym pomaga to na przykład w walce ze stresem czy ułatwia zasypianie.

I ogarniając całość, to co jest w naszej szkole, w główniej mierze pomaga otworzyć umysł na świat oraz wnikliwie wejść w głąb siebie. Lubię mieć to poczucie, że działam w zgodzie ze sobą i wreszcie nie muszę udawać zainteresowania. Nie mam pojęcia co mi życie przyniesie, ale choćbym kiedyś została kompletnie wybita z tego toru, zaczęła zajmować się czymś skrajnie odmiennym i na przykład wyjechała ratować orangutany na Borneo, to i tak nigdy nie uznam tego okresu za stracony czas. Jakkolwiek by nie było, nauka aktorstwa uczy również bycia dobrym człowiekiem żyjącego świadomie, w zgodzie ze sobą i z innymi. I to jest moim zdaniem jedna z największych zalet tego zawodu. 🙂