Bez kategorii Fragmenty książek Kurza melodia!

Jestem w Sharm El Sheikh!

Cześć! Przed wami pierwszy fragment z 3ciej, wakacyjnej części książki (,,Kurza melodia! Czyli pokręcone życie nastolatki”) o Toli. Tak jak wspomniałam we wcześniejszym poście, ta część opowiada o wakacjach. Czytajcie z przymrużeniem oka, to fikcja. 😉

Aby Was prędziutko wprowadzić, szybko wyjaśnię – Tola bardzo, ale to bardzo nie chce nigdzie wyjeżdżać. Oczywiście, że normalna osoba mając przed sobą perspektywę wyjazdu, powinna być cała w skowronkach. Jednakże nigdy, przenigdy nie marzył jej się żaden wyjazd z rodzicami.

04.07.13r.
20:30

Ale ja nie chcę z moimi zgredkami wyjeżdżać ani na piknik, ani do Egiptu, ani NIGDZIE. Choćby to był raj na ziemi. Z nimi to się nigdzie nie wybieram! Potrafią zepsuć każdą atrakcję.
– Maruda z ciebie i tyle – stęknął ojciec.
– Nie, zostawcie mnie w domu, zaoszczędzicie, będziecie mogli zamówić więcej atrakcji.
– A wiesz jak będzie wspaniale? Pojedziemy, słoneczko będzie nad nami świecić… Jest tam teraz skwar na całego. I fajnie! Wygrzejemy się i pobawimy. Zamieszkamy w kurorcie turystycznym.

Wiem. Wiem, że każda normalnie myśląca osoba nie posiadałaby się ze szczęścia. Oddałabym teraz takiej osobie tę okazję, by pojechała za mnie – tak nie cierpię wyjazdów rodzinnych.

– Nie zostawimy cię samej w domu. W ogóle nie zostawimy. Nie ma dyskusji. Jedziesz albo… jedziesz, heheheh – skwitował tata swoim niebanalnie sztywnym poczuciem humoru.

Kolejny fragment został właściwie wyrwany z czterdziestej strony – co ja tam będę w szczegóły wchodzić – od razu zabieram Was na miejsce:

11.07.13r.
15:30

Jestem w Sharm El Sheikh. Piękny i komercyjny kurort, nienaganny, wypucowany itd. Na razie poza tym nic nie zobaczyłam , bo po wejściu do pokoju padłam spać. Podróż trwała chyba milion godzin. Takie mam wrażenie przez te zawirowania na lotnisku. Teraz się cieszę, ponieważ siedzę sama w pokoju, a oni gdzieś łażą po hotelu.
[…]
21:00
Właśnie się dowiedziałam, że tata nam pozamawiał pełno atrakcji. Już dawno w niego straciłam wiarę, więc nie powinnam się czuć ani zaskoczona, ani zażenowana… a jednak. Każe mi nie narzekać, bo ,,on za swoich czasów świata poza swoim ogródkiem nie widział”, ale co poradzę, skoro mój mózg jest już na skraju wyczerpania.

12.07.13r.
19:20
Tata chodzi owinięty w ręcznik po pokoju. Zaczął przeglądać jakiś swój katalog z ofertami.
– No to na jutro zamówiłem…
– Nie! Ja jutro nigdzie się nie wybieram! – zdenerwowałam się.
– Po prostu weźmiemy więcej wody.
– 40 stopni, mówi ci to coś?
– Tola, spoko. Damy radę. Kupiłem sobie fajną galabiję na dole, facet mówił, że jest super przewiewna.
– Ile kosztowała?
– W przeliczeniu 80 złotych.
Prychnęłam.
– Tutaj powinno się targować, nie słyszałeś o tym?
– No patrz – wyciągnął z reklamówki. – Tylko dotknij materiału. Niezwykły..
– Materiał jest taki sam jak u twojej koszuli nocnej.
– Gadasz bzdury, nie znasz się.
– Zobaczymy.
– To jutro jedziemy oglądać piramidy w Gizie! Z przewodnikiem.
– Hahaha!
– Co?
– Zwariowałeś. Nigdzie nie jadę.
– No chyba Egipt to piramidy, nie? Hehehe, jechać do Egiptu i nie zobaczyć piramid. Hehehe. W samym hotelu byś najchętniej siedziała.
– Nie, w domu bym siedziała.
– Dzisiejsza młodzież jest kompletnie rozleniwiona.

Mama ściągnęła kompres z czoła i westchnęła:
– Masz zupełną rację, kochanie… Zupełną…

No to zobaczymy jak to będzie jutro. Wojtek z Natą jeszcze jakoś żyją, ale to dzieci, nie liczy się. Dzieciom wystarczy kawałek drewna do dobrej zabawy.

02:40
Moim rodzicom zaś kawałek drewna to zdecydowanie za mało i poszli się bawić. Nigdy już się do nich nie przyznam. Obudziłam się, ponieważ usłyszałam przez otwarte okno tatę, który dorwał się gdzieś do mikrofonu i ryczy Modern Talking ,,You’re My Heart, You’re My Soul” niemiłosiernie kalecząc język angielski. Nie wiem dla kogo tak wyśpiewuje, ale jeżeli ktoś jest w stanie tego słuchać, to coś jest z nim nie tak.